poniedziałek, 8 lutego 2016

Jak tanio zwiedzić Paryż i wyzwolić Iran

Jak każda kobieta, uwielbiam okazje. Kiedy usłyszałam, że znajoma spędziła czerwcowy weekend w Paryżu płacąc 40 euro za przejazd autokarem i nocleg ze śniadaniem, musiałam wiedzieć jak to zrobiła. Powiedziała, że wyjazd jest organizowany co roku, w ramach międzynarodowej konferencji  dotyczącej obrony praw człowieka. Pierwszego dnia trzeba wziąć w niej udział, a drugiego zwiedza się Paryż. 

Szukając informacji  okazało się, że wydarzenie wzbudza wiele kontrowersji. W Internecie roi się od nagłówków  w stylu "Do Paryża za 20 zł, sponsorują terroryści", lub  "Obrona terrorystów czy praw człowieka?". Skąd takie poruszenie? Konferencja, na której opiera się wyjazd, jest organizowana przez Narodową Radę Oporu Iranu. Jest to organizacja polityczna, która działa na rzecz przestrzegania praw człowieka i demokratyzacji Iranu. Aby przykuć uwagę mediów i skłonić do wyjazdu więcej osób, wyjazd jest dofinansowany. Między innymi przez byłe ugrupowanie terrorystyczne-  Ludowych Mudżahedinów. Przez pewien czas, znajdowali się na  liście organizacji terrorystycznych. Kilka lat temu, zostali skreśleni, gdyż aktualnie sprzeciwiają się radykalizmowi Islamskiemu  w sposób pokojowy. W zeszłym roku konferencja była poświęcona łamaniu praw kobiet. Świadoma tych informacji,  zdecydowałam się na wyjazd. 


Z mojego miasta wyruszały dwa pełne autokary, tworzące osobne grupy z koordynatorami na czele. Od razu podkreślę, że większość uczestników nie miała pojęcia o tematyce wydarzenia. Podobnie jak mi, zależało im na tanim zwiedzaniu. Podróż zaczęła się w piątek po południu i zajęła około dwudziestu godzin.  W sobotę rano zostaliśmy dowiezieni do ogromnej hali w miejscowości Villepinte pod Paryżem, gdzie miała miejsce konferencja. Były tam tysiące przyjezdnych z różnych stron świata. Osoby zainteresowane wydarzeniem, miały do dyspozycji słuchawki, które pozwalały im słuchać wystąpień, w wybranym języku. Ci mniej zaangażowani w sprawę, przebywali na zewnątrz, urozmaicając sobie czas. Ludzie tańczyli, śpiewali i grali na instrumentach. Niektórzy zajmowali się jedzeniem (kanapki i woda były w cenie wyjazdu, dodatkowo stały tam budki z fast-foodami). Inni, leżeli w cieniu popijając zimne piwko. Co ciekawe, to polscy kierowcy autokarów byli głównymi dystrybutorami złotego trunku. Wieczorem, po zakończeniu konferencji, autokary rozwoziły uczestników do hoteli. 



W przypadku naszej grupy, było z tym niezłe zamieszanie. Najpierw zagubiony krążył po obrzeżach Paryża w poszukiwaniu hotelu. Kiego mu się to udało, okazało się, że przyjechaliśmy zbyt późno i hotel został już komuś przydzielony. Zaczęły się poszukiwania nowego lokum. W końcu, wycieńczeni dotarliśmy na miejsce, gdzie czekała na nas kolejna niespodzianka. Dowiedzieliśmy się, że będziemy dzielić pokoje z obcymi ludźmi. Prawdę mówiąc, wtedy nie miało to już dla nas znaczenia, bo każdy marzył tylko o tym by iść spać.
W niedzielę rano zjedliśmy śniadanie, po czym kierowca (już bez problemu) przywiózł nas do dzielnicy La Défense w Paryżu. Ustaliliśmy, że spotykamy się tam z powrotem o 23. Później każdy ruszył w swoją stronę.


Wraz z chłopakiem postanowiliśmy się nie spieszyć. Oglądaliśmy Paryż w formie spaceru, podziwiając architekturę z zewnątrz.  Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od Luwru (Le Louvre) i przechadzki po Ogrodach Tuileries (Jardin des Tuileries). Następnie, przemaszerowaliśmy powoli wzdłuż Sekwany (La Seine), by ujrzeć słynną Katedrę  Notre Dame (Cathédrale Notre Dame de Paris). Katedra stoi nieopodal dzielnicy Łacińskiej (Quartier Latin), której klimat ogromnie przypadł mi do gustu. W jednej z knajpek, zjedliśmy obiad i nabraliśmy sił. Po przerwie, minąwszy budynek Uniwersytetu (Université Paris 1 Panthéon Sorbonne), doszliśmy do Ogrodów Lusemburskich (Jardin de Luxemburg). Tam, napawając się atmosferą miejsca, słuchaliśmy koncertu pianistycznego. Obowiązkowy punkt wycieczki, czyli Więżę Eiffla (La Tour Eiffel) zostawiliśmy sobie na koniec.  Był już wieczór, wieża przepięknie migotała, a my piliśmy wino (odpędzając się od  natarczywych sprzedawców breloczków, kijków do selfie, magicznych bransoletek i innych pierdół). Ostatnim punktem programu, był nocny widok  na dzielnicę La Défense rozpościerający się z okien autokaru. 

Mimo, że dzień w Paryżu był cudowny, raczej nie zdecyduję się na taką formę wyjazdu drugi raz.  Organizacja była słaba, co kosztowało mnie sporo nerwów. Określiłabym ten wyjazd  mianem przygody. Czy nie o to chodzi o podróżowaniu? ;)

4 komentarze:

  1. Istne szalenstwo! Bedziesz miala co wnukom na starosc opowiadac :)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3739587,wycieczka-na-koszt-terrorystow-mudzahedini-ludowi-zafundowali-polskim-studentom-wyjazd-do-berlina,id,t.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam dowiedzieć się więcej, "okazja" finansowana z funduszu organizacji terrorystycznej.

      Usuń
    2. Wiem wystarczająco. To organizacja wykreślona z listy ugrupowań terrorystycznych, która teraz ma zupełnie inny zakres działań. Po za tym nie jechałam tam wspierać żadnych ideologii.
      Ja z kolei nie polecam wierzyć we wszystko ci piszą w internecie.
      Pozdrawiam.

      Usuń